Poszedłem dzisiaj do sklepu ze sprzętem RTV-AGD, który mieści się m.in. w łódzkiej Manufakturze. I chciałbym przestrzec innych Łodzian, aby nigdy tam nie zaglądali, albowiem nikt Wam straconego czasu niestety nie zwróci.

Zadanie było proste, kupić pewien przedmiot, iść do kasy, zapłacić - wyjść zadowolonym. Na oko zajmuje to mniej jak 20 minut. W jaki sposób zatem 20 min przerodziło się w ponad 60? Ano szanowna obsługa nic nieznaczącego klienta ma lepsze sprawy, chociażby porozmawiać sobie o urodzonym niedawno dziecku, czy poplotkować na jakieś tematy związane z kierownictwem czy współpracownikami.

Pytam się o produkt - "oczywiście, oczywiście. Sprawdzę w magazynie." Super, zaraz mi przyniesie i będzie po wszystkim. Niestety do rąk otrzymałem inny produkt, bo jest podobny do wybranego przeze mnie. Ale mnie nie interesuje inny, chcę ten, który wybrałem. Polazł znów szukać. Znalazł, ostatni jaki był. Mam szczęście zatem, nieprawdaż? Ano nie.
Sprawdzam, czy w opakowaniu wszystko się zgadza - niestety nie. Zatem wracam. "Poszukamy w magazynie", no niech szukają. Szukają, szukają... dalej szukają i szukają. Nie zgadniecie co robią? Szukają! Czy ich magazyn jest wielkości całej Manufaktury? Całe podziemia są zawalone nieposegregowanym sprzętem? O, idzie. "Niestety nie znaleźliśmy części, proszę udać się do kierowniczki po zwrot pieniędzy". Idę zatem do kierowniczki, aby oddała mi pieniążki, które wpłynęły na ich konto z mojego. Pytają o dane, szukają czegoś (sic!), drukuje papiury. Wysyła mnie do kobiety, która stoi MAKSYMALNIE 30cm od niej, żeby mi walnęła stempelek. Niestety do tej pani była kolejka. Czy kierowniczka nie może podnieść szanownych 4 liter, albo przejechać się na krześle, bądź nawet wyciągnąć rękę i sama mi postemplować? Nie, przecież to kierowniczka.

I tak oto ponad godzina czasu została zmarnowana. A nie, przepraszam - pieniążki miały wycieczkę - z mojego konta na ich, i w dupę stronę.

Sklepu nie polecam, odradzam wręcz - albowiem obsługa klienta jest tam na żenującym poziomie. Dodam jeszcze, że byłem praktycznie sam w sklepie, ruch zerowy. Panowie i panie, którzy mieli nieprzyjemność mnie obsługiwać nic innego do roboty nie mieli. Ale pogaduszki ważniejsze od klienta, prawda?